Mistrzostwa Polski do lat 10, Ustroń 3-11 marca 2007,

Mistrzostwa Polski w kategorii do 10-12 lat zakończyły się, czas na opinie i podsumowania. Reprezentantką Kalisza była Ania Sokołowska. Na turnieju wspierała ją jej mama oraz moja skromna osoba w roli trenera.
W dwóch ostatnich latach turniej tej rangi odbył się w Kołobrzegu. Tym razem rzucono nas na drugi koniec Polski - w górski Ustroń. Trzeba przyznać, że była to bardzo dobra decyzja. Impreza pod względem organizacyjnym stała na wysokim poziomie. Nie przypominam sobie, żebym na innym turnieju miał tak dogodne warunki mieszkalne. Nie było bogatego programu poza szachowych atrakcji jak w Kołobrzegu, ale mimo wszystko wg. mojej opinii organizatorzy spisali się na medal.
Zaczęło się nieciekawie, zakwaterowano nas z daleko od terenu bojów grupy D10, w której występowała Ania. Nie minął jeden dzień i znaleźliśmy optymalną drogę na salę turniejową, co w stromych i śliskich podejściach ( asfaltu w pewnych momentach nie było) okazywało się pierwszorzędnym wyzwaniem. Rekompensatą był wyżej wspomniany pokój z widokiem na górę Czantorię i zbocza z wyciągami krzesełkowymi. Hotel Daliaa, w którym mieszkaliśmy to także wyśmienite jedzenie, na nic praktycznie nie mogliśmy narzekać.
/
Widok z okna naszego pokoju na wzniesienie Palenica
Sielankowy opis, który można sobie wyobrazić do tej pory, to jednak nie wszystko, czego doświadczyliśmy w Ustroniu. Mistrzostwa Polski to nie zabawa, pracowaliśmy z Anią w pocie czoła, żeby nadrobić zaległości treningowe. Każdą wolną chwilę Ania wykorzystywała na robienie powierzonych jej zadań.
Myślę, że miało to przełożenie na jej późniejsze partię, kilka motywów powtórzyło się w grach turniejowych. Z dumą można przyznać, że trening nie poszedł na marne. W pierwszym dniu wolnym i w czasie rund pojedynczych można było doszlifować wiele rzeczy, w czasie rund podwójnych (były dwa takie dni) praktycznie nie było czasu na nic. Pozostawało odpocząć i przygotować się jedynie do kolejnej rundy.
Turniej był bardzo długi, 11 rund dla 10-latków i młodszych zawodników to spory wysiłek fizyczny i psychiczny. Stawka była wysoka, złoci medaliści maja gwarantowany start w Mistrzostwach Świata, dla srebrnych Mistrzostwa Europy. Stres, wielkie oczekiwania, presja ze strony rodziców, trenerów, opiekunów, czy chęć zdobycia medali powodowały, że dzieciaki nie wytrzymywały. Stałym obrazkiem tych mistrzostw, był płacz niektórych dzieci po porażce, a nawet jescze w czasie grania rundy. W naszym obozie na szczęście udało się to wyeliminować i w miarę z lekkim, (ale nie lekceważącym!) nastawieniem szliśmy na rundę. Do Ustronia przyjechali najlepsi z najlepszych, każdy pragnął osiągnąć jak najwięcej, ale zwyciezca grupy mógł być tylko jeden.
Ania grała z następującymi zawodniczkami. Chronologicznie wg rund.
1-0, Ostrowska Joanna, 1400, Międzyborów (ocena 4)
Pierwsza runda to zawsze niepewność, ciśnienie podniósł jeszcze bardziej fakt, że dosłownie na 5 minut przed rozpoczęciem mistrzostw zmieniono kojarzenia i z 10 numeru startowego poprawiono rozstawienie Ani na numer 20. Z koloru białego na czarny. Kaliszanka nie rozegrała dobrej partii, przeciwniczka była jednak w decydującym momencie bardzo niedokładna.
0-1, Pastuszko Kinga, 1600+, Warszawa (ocena 4+)
W drugiej partii było lepiej. Późniejsza brązowa medalistka tych mistrzostw została po debiucie z dużymi słabościami, wystarczyło to tylko podkreślić umacniając na odpowiednim polu białego skoczka. Ania dopuściła jednak do przełomu, a uplasowanie skoczka na strasznie pasywnej pozycji przepełniło tylko czarę goryczy
1-0, Ociepka Dominika, 1400, Szczecin ( ocena 5-)
Był to 3 dzień mistrzostw, przeciwniczka ze Szczecina mimo niższej kategorii ( tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia), według moich przewidywań miała być bardzo wymagająca. Dominika co rundę zaskakiwała przeciwników różnymi wariantami debiutowymi. Na nas została przygotowana pewna pułapka w Gambicie Szkockim. Ania nie znała tego debiutu, została bez figury, jednak ku zdziwieniu wszystkich zaawansowany pion przemienił się w hetmana i pozwolił odnieść piękne zwycięstwo.
0-1, Kazibudzka Zuzanna, 1600+, Katowice (ocena 3+)
Jeszcze tego samego dnia grana była 4 runda. Wydawało się, że przeciwniczka słabsza, nie wiele jednak można było powiedzieć obserwując grę rywalek z pierwszych rund. Zagrano francuza Ania jak każda dziewczynka doprowadziła do war. wymiennego. Dalej bez historii atak czarnych był skuteczny.
0-1, Łapa Aleksandra, 1600, Mielec (ocena 3+)
W zamkniętych pozycjach łatwo stracić wątek, Ania grała niektóre ruchy bez planu. Nie osiągnęła założonego wcześniej celu. Przeciwniczka świetnie wykorzystała mocno podpartego gońca.
0-1, Góra Antonina, 1400, Żyrzyn (ocena 3-)
Pionek zostany oddany w debiucie planowo, miało dać to przewagę w rozwoju. Jednak straty tempa skoczkiem i niepotrzebne ruchy spowodowały, że Ania nic nie dostała w zamian. Później można było komplikować grę przyjmując ofiarę figury. Niezrozumiałe były niektóre podstawki.
1-0, Bojanowska Joanna, 1400, Bydgoszcz (ocena 5)
Była to druga runda w tym dniu. Partia w stylu być, albo nie być, Ania tym razem powalczyła od początku do końca, narzucając swój styl gry. Grała aktywnie widziała dużo więcej niż zawsze. Było kilka miłych dla oka zagrań. Diametralna różnica w grze.
1-0, Tkaczyk Dominika, 1400, Warszawa (ocena 4+)
Nowy debiut + trochę taktyki poskutkowało. Punkt nie był zagrożony. Realizacja przewagi mogła być jednak lepsza.
1-0, Harazińska Ewa, 1600, Warszawa (ocena 4)
Rywalka zaczęła ruchem 1.b4. Pozwoliło jej stanąć dobrze po debiucie. Ania oddała dobrego gońca, za mało istotne popsucie struktury pionków przy roszadzie. Sytuacja przybrała nieciekawy obrót. Warszawianka myślała bardzo długo, czego efektem było tylko 10 minut na zegarze. Ania w odpowiednim momencie uprościła grę, a rywalka zadumała się na tyle, że czas został przekroczony.
1/2, Marczuk Anna, 1600, Kraków ( ocena 4+)
Przedostatnia runda grana była z Mistrzynią Polski Przedszkolaków z roku 2006. Dziewczyny stoczyły pasjonujący pojedynek grały najdłużej z całej sali. Po 3,5 godzinie walki zgodziły się na remis. Wynik mógł być różny, reprezentantka Kalisza mogła wziąć jakość wcześniej, końcowa pozycja była natomiast wygrana dla Marczuk. Słaby czas spowodował propozycje remisową
0-1, Dzierżęga Joanna, 1400, Rybnik (ocena 4-)
Ostatnich rund w turnieju systemem szwajcarze nie powinno się przegrywać. Niestety Ania przegrała na czas (pozycja bez pionka). Kaliszanka naładowana pozytywną energią włożyła w partię ostatnie resztki sił. W przeciwieństwie do rywalki siedziała myślała długo tym razem szczęście sprzyjało rywalce. Była szansa na miejsce 15, ostatecznie Ania zajęła 26 miejsce w stawce 52 dziewcząt.
Emocje na salach turniejowych sięgały zenitu, doszło nawet do tego, że zamknięto salę grupy D10, można było tam przebywać i robić zdjęcia przez pierwsze 5 minut rundy. Inne sale były otwarte, ale ponoć suflerów nie brakowało.
Tradycyjnie PZSzach organizował wykłady dla trenerów i rodziców. Byłem na dwóch wykładach IM Michaiła Kisłowa, w których poruszył zagadnienia ogólne oraz ukierunkował metodykę szkolenia z młodymi zawodnikami. Pan Andrzej Modzelan powiedział jak kochać szachy same w sobie, a nie siebie w szachach. Wykłady odbywały się podczas trwania rund, można było zapomnieć o grających, czasami było lepiej znać suchy wynik, niż śledzić partię na żywo - mniejszy stres.
Organizatorzy zapewniali wycieczkę autokarową z przewodnikiem po Wiśle. Można było poznać barwne legendy i opowieści o tej malowniczej miejscowości. Widzieliśmy pomnik Adama Małysza .... z białej czekolady, który waży notabene prawie 300kg.

Rezydencja Prezydenta Rzeczpospolitej Polski we Wiśle
Byliśmy także pod rezydencją Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, kiedyś forteca dostępna tylko dla wybranych, obecnie obiekt otwarty, który można podziwiać z zewnątrz. Czas wolny we Wiśle wypełniło nam kupowanie pamiątek, w tej dziedzinie wyraźny prym wiodła Ania, która musiała się zatrzymywać przy każdym stoisku. Nie obyło się także bez oscypka. Wycieczka odbyła się w małym deszczu, ale wszyscy byli zadowoleni, szczególnie dzieciaki, które głaskając kamiennego misia, mają gwarantowane, że za rok wrócą w te rejony.
Wieczorne analizy i przygotowania do kolejnej rundy zajmowały wiele czasu, z dobrodziejstw, które były w ośrodku korzystaliśmy rzadko. Były wyjątki, przed posiłkami graliśmy w piłkarzyki, które hotel oferował nieodpłatnie. Zresztą ta gra pochłonęła nas do reszty. W żartach mówiliśmy, że Ania powinna dostać taki stół piłkarzyków na zbliżającą się komunię, gdyż mogła przy nich spędzić wiele godzin. Rozegraliśmy mnóstwo meczy między sobą i innymi szachistami z ośrodka.
Czantoria jedna z gór Beskidów
Naszym dużym skalpem było wejście na Czantorię, na wysokość wieży widokowej, położnej około 900m.n.p.m. Zajęło nam to prawie 2 godziny, gdy inni wjeżdzalii wyciągiem i zdążyli już wrócić my jeszcze szliśmy w jedną stronę.
Ania radziła sobie bardzo dobrze z wysokościami jak na niespełna 9-latkę, co jakiś czas musieliśmy robić przystanki, niektóre odcinki były naprawdę strome. Widoki i świadomość zdobycia góry o własnych nogach to było coś niesamowitego. Na szczycie grzaniec smakował wspaniale, a i apetyt był większy niż zawsze. Schodzenie z góry było już tylko formalnością. Mieliśmy w kolejnych dniach plan zdobycie Równicy, szczytu o podobnej wysokości, pogoda jednak pokrzyżowała nam szyki.

W szachy można grac wszędzie - katowicki dworzec
Nie było problemem dojechanie do Ustronia, a wyjechanie z niego. Niezbyt dobra siatka połączeń do Kalisza, powodowała że musieliśmy liczyć na przelotowy autobus z Zakopanego. Niestety było tylko kilka miejsc wolnych, i musieliśmy spędzić kilka godzin na katowickim dworcu w oczekiwaniu na nocny pociąg. Oczywiście nie obyło się bez kilku partyjek szachowych. O godzinie 10 byliśmy już z powrotem w Kaliszu.
Mistrzostwa Polski w Ustroniu były wyczerpującymi zawodami nie tylko dla samych zawodników. Nie jest tak łatwo utrzymywać formę przez cały turniej. Najlepsi, którym uda się tego dokonać zostają medalistami Mistrzostw Polski. Ania grała w kratkę, bardzo dobre partie przeplatała z gorszymi. Za rok, wystąpi jeszcze raz w tej samej grupie. Przy jeszcze większej pracy i większym ograniu turniejowym powinna powalczyć o najwyższe cele.
Dziekuję Ani Sokołowskiej za dzielną postawę, pozdrawiam jej mamę oraz wszystkich znajomych z Ustronia. Dziękuję także wszystkim tym, którzy kibicowali nam drogą telefoniczną.
Maciej Sroczyński