
Zapraszam do przeczytania relacji Piotra Cichego z Mistrzostw Polski programów szachowych, które odbyły się w Łodzi.
Na zdjęciu Piotr (po prawej) z arcymistrzem Brtłomiejem Macieją.
W tym roku Mistrzostwa Polski Programów Szachowych miały wyjątkowy charakter. Po raz pierwszy oprócz polskich zawodników uczestniczyły w nich programy z zagranicy: Glaurung, WildCat, Diep, Booot i Warrior. Miały też być Rybka i Zappa, ale wycofały się tuż przed zawodami.
Oprócz gości w postaci autorów zagranicznych programów było również 2 gości specjalnych: arcymistrz Bartłomiej Macieja oraz prezes ICGA David Levy, który w latach 70 założył się, że przez 10 lat żaden komputer nie wygra z nim w szachy (i zakład ten wygrał).
Sam turniej rozgrywał się systemem szwajcarskim w tempie godzina na całą grę na zawodnika. Na każdy dzień zawodów przewidziano po 3 rundy. Było to o wiele lepsze rozwiązanie, niż system każdy-z-każdym stosowany w latach ubiegłych. Co prawda jest on mniej miarodajny, ale za to uniknęliśmy sytuacji, w której trzeba było rozgrywać po 6 partii dziennie, tak jak w zeszłym roku.
Turniej poprzedzony został meczem człowiek-komputer. Arcymistrz Bartłomiej Macieja grał z 2 programami zagranicznymi: Glaurungiem (2789 ELO wg listy rankingowej WBEC) i Diepem oraz 2 polskimi: Rzeźnikiem (2349) i Mataczem (2458) i zakończył się 4 niespodziankami. Arcymistrz zdołał zremisować z Glaurungiem i Diepem, za to przegrał z teoretycznie słabszymi polskimi programami.
W trakcie meczu mieliśmy wizytę ekipy TVP, która przeprowadziła krótką rozmowę z organizatorem, Davidem Levy oraz prezesem Polskiego Towarzystwa Informatycznego, które obejmowało patronat nad imprezą. Kilkuminutową relację z mistrzostw można było obejrzeć w Łódzkich Wiadomościach Dnia, a skrót w piątkowym wydaniu TeleExpressu (mnie też można tam było zobaczyć J)
Przed rozpoczęciem pierwszej rundy zjedliśmy jeszcze wspólny obiad. Obiad miał być w przerwie między pierwszą a drugą rundą, ale z powodu przeciągnięcia się meczu człowiek-komputer pierwsza runda została odłożona na później, co miało swoje dobre strony, ponieważ był czas na dyskusje z innymi uczestnikami.
W pierwszej rundzie nanoSzachy grały z najsilniejszym przeciwnikiem Glaurungiem. Niespodzianki nie było, Glaurung gładko wygrał. W drugiej rundzie przeciwnikiem nano był Sierżant. Tym razem udało mi się zdobyć 1 punkt. Od początku partii nanoSzachy rozpoczęły bardzo ostro atakować, zmusiły czarnego króla do ucieczki do centrum i w końcu dały mata. W trzeciej rundzie nanoSzachy grały z najsilniejszym polskim programem Gosu. Gra miała spokojny przebieg, ale Gosu grał lepiej pozycyjnie i udowodnił swoją wyższość.
Z powodu opóźnienia ostatnia runda zakończyła się już po godzinie 22. W hotelu mieliśmy zjeść kolację, ale było już za późno, więc wybraliśmy się do miasta. Znowu była okazja do wspólnej dyskusji.
Drugi dzień (sobota) rozpoczął się od awarii mojego laptopa. Niestety, próba jego reanimacji nie powiodła się i już do końca mistrzostw musiałem grać na wolniejszym sprzęcie organizatora L.
W czwartej rundzie nanoSzachy trafiły na Matanta. To wymagający przeciwnik, ale nano zdołały uzyskać kolejny punkt. Za to w kolejnej rundzie znowu rywal z zagranicy tym razem Diep. Po bardzo ciekawym debiucie nanoSzachy wypracowały lekką przewagę, ale z tak silnym przeciwnikiem nie zdołały jej zachować do końca gry. Diep pokazał swoją siłę i zdobył kolejny punkt. Ostatnia tego dnia runda z Atakiem przyniosła remis. Mogło być lepiej, ale pół punktu też piechotą nie chodzi...
Pomiędzy pierwszą a drugą rundą w sobotę organizator zapewnił nam atrakcję w postaci wycieczki autokarowej po Łodzi. Zwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc, odbyliśmy spacer po ulicy Piotrkowskiej, zajrzeliśmy do Manufaktury... No i przede wszystkim mieliśmy dużo czasu na wspólne rozmowy z autorami innych programów, co jest chyba największym atutem takich zawodów.
W końcu nadszedł dzień trzeci. Wszystkie rundy tego dnia rozgrywałem z programami z zagranicy: Warriorem, WildCatem i Boootem. Niestety, tylko z pierwszym z nich zdołałem wygrać. Taki to już urok systemu szwajcarskiego: można trafić na słabszych albo silniejszych graczy. Ja trafiłem na 4 najsilniejszych oraz na najsilniejszy polski program...
Zdobyłem w sumie 3,5 punktu i zająłem 11 miejsce (7 wśród polskich programów). Można było liczyć na trochę więcej, bo zgodnie z wynikami Ligi Polskich Programów Szachowych (http://lpps.64pola.pl/) mogłem przewidywać 4-5 miejsce, ale cóż nie udało się. Generalnie jednak turniej przebiegł bez większych niespodzianek, chyba tylko Gosu może mówić o pechu, bo zajął dopiero 9 miejsce (5 wśród polskich).
Za to gratulacje należą się Maciejowi Pestce, autorowi Matacza, który grał wyśmienicie i zdobył aż 6,5 punktów tyle samo co WildCat, Diep i Booot! Niestety, gorsza punktacja pomocnicza sprawiła, że zajął dopiero 5 miejsce. Trochę szkoda, bo 4 początkowe miejsca zajęły programy z zagranicy, ale cóż było to do przewidzenia...
Kolejne mistrzostwa już za rok. Mam nadzieję, że znowu będzie miał on charakter międzynarodowy, gdyż bardzo podnosi to rangę imprezy. I znowu będzie można spotkać się z autorami innych programów!
Dla przypomienia ...
Zakończyły się trwające w Łodzi Mistrzostwa Polski programów szachowych. NanoSzachy pod dowództwem Piotra Cichego z Kalisza zajęły 11 miejsce (7 wśród polskich) w stawce 16 programów. Miejsca od pierwszego czwartego osiągnęły zagraniczne programy. Wygrał Glaurung z Norwegii.
Strona Mistrzostw